Nergal - BLOG

O autorze ↓

Bruner, ty świnio!

Rocznica ślubu moich rodziców. Czterdziesta piąta. Niezła abstrakcja. Nie mam pojęcia, jak oni ze sobą wytrzymują. Zenek z Ireną… i w sumie Irena z Zenkiem. Zrobię im niespodziankę - pomyślałem.

Odkąd pamiętam serce mojej matki biło szybciej, gdy widziała na ekranie Mikulskiego. Ojciec też zawsze śledził w telewizji każdą powtórkę kultowego serialu o agencie J-23. Premiera „Stawki większej niż śmierć” wydała mi się więc idealna okazja, żeby sprawić staruszkom trochę radości, zaznaczając zarazem i swój udział w tym – jakby nie patrzeć – ważnym rodzinnym wydarzeniu.



Kiedy trafiliśmy do kina, gdy postawiłem przed mamą jej ulubiony popcorn i zasiedliśmy razem w niemal pustej sali... zrobiło się jakoś tak fajnie i miło. Dawno tego nie czułem. Ostatni raz, gdy spędzaliśmy tak ze sobą czas, były chyba głębokie lata 80.
“Akademia Pana Kleksa”? „Wejście smoka”? To musiał być jeden z tych dwóch filmów.

Ale do rzeczy, bo nie o relacjach rodzinnych chcę tu prawić, a o filmie, kontynuacji kultowego serialu. Nie nastawiałem się na nic spektakularnego. Polskie kino - poza propozycjami Smarzowskiego - ostatnio niewiele ma do zaproponowania. Fajerwerków więc się nie spodziewałem. I chyba ich nie dostałem. Muszę jednak powiedzieć, że zabawa była przednia! Z obsadą naprawdę trafiono. Kot i Adamczyk dali radę, i to bardzo. W kilku recenzjach natrafiłem na złośliwe komentarze pod adresem Marty Żmudy-Trzebiatowskiej. Że niby w filmie tylko ładnie wygląda. Ale za to jak ładnie! A jakże, jest sexowna i magnetycznie wręcz przyciąga uwagę męskiej części publiczności, w tym niżej podpisanego. Na tym wyglądaniu jej udział w filmie się jednak nie kończy. Być może krytyka bierze się stąd, że gra ona dość irytującą bohaterkę. Ale robi to świetnie!

Nieśmiertelny i absolutnie rewelacyjny okazuje się też duet Mikulski i Karewicz. Obaj panowie są jak wino! Dają prawdziwy popis. I dają go w iście oldschoolowym stylu. Klasa, finezja i humor jakiego zdecydowanie brakuje większości młodszych kolegów.

Krótko mówiąc, nowa „Stawka” to wypadkowa “Kodu Leonarda Da Vinci” (tyle że w polskim wydaniu), Pana Samochodzika i... mhm... Teatru Telewizji.
Udana wypadkowa pragnę zaznaczyć. Pomyślcie, czy też nie zabrać na film swoich staruszków i nie zaprosić ich na przyjemną podróż w czasie. Moi wyszli zachwyceni.
Trwa ładowanie komentarzy...