• Nie ma lipy?

    Kolejna gala MMA za nami. Kocham zawodowy boks, więc siłą rzeczy śledzę też jego młodszego brata, czyli walki MMA. A dzieje się w tym biznesie coraz więcej. Niestety wydarzenia te, przynajmniej w naszym krajowym wydaniu, mają coraz bardziej widoczny wymiar groteski i plebejskiego teatrzyku. CZYTAJ WIĘCEJ
  • Black Sabbath, tylko kurewsko ciężki i zły...

    Dziś, dla odmiany, coś o muzyce. Będąc w Londynie nie mogłem sobie odmówić koncertu Electric Wizard w słynnym klubie Forum. Kultowy w pewnych kręgach zespół, nie jest chyba, przynajmniej w Polsce, doceniany tak, jak na to zasługuje. A szkoda... CZYTAJ WIĘCEJ
  • Epitafium dla Muzyka

    Powinienem dzisiaj skakać z radości. Dotarliśmy z zespołem do stolicy stanu Ohio o dźwięcznej nazwie Columbus. Behemoth zagra dziś premierowy z serii 26 koncertów w Ameryce Północnej. To nasze pierwsze występy za Wielką Wodą odkąd wyszedłem ze szpitala. CZYTAJ WIĘCEJ
  • Jajko smaczne… bo pogańskie!

    I jak co roku Kościół bije w dzwon. Przecież nadchodzi czas najważniejszych ze wszystkich chrześcijańskich świąt: zmartwychwstanie Chrystusa. Któż śmiałby zaprzeczyć? Już w piątek wszyscy nerwowo biegają po sklepach, wykupują ocet i inne przedmioty pierwszej potrzeby, bo przecież czeka nas świąteczny paraliż. A wtedy wszystko to, co lubimy (galerie handlowe, knajpy i restauracje) podobnie jak Chrystus, umrze, żeby po trzech dniach zmartwychwstać. Wtedy życie znów złapie swój bieg, znów poczujemy się pewnie, normalnie i bezpiecznie. Wielki kwietniowy weekend to czas hibernacji. Życie zamiera… tylko po co? Jak wielu z was odda się modlitwie? Jak wielu z was poświęci chociaż chwilę na refleksję? Odpowiedź jest prosta. Oddamy się za to z pasją innym świątecznym zabobonom, czyli malowaniu pisanek, polewaniu się wodą, w wódce utopimy Marzannę. I jak zgaduję, tym czynnościom nie będzie towarzyszyła żadna głębsza myśl, pytanie o sens tej tradycji. Zabraknie tego, co najważniejsze – świadomości. CZYTAJ WIĘCEJ
  • Lucyfer nad Londynem

    Nie mogłem sobie odmówić. Woland i jego świta nawiedziła Londyn, więc szybko spakowałem swój podróżny „fun pack”: magiczną kulę, różdżkę oraz odwrócony krzyż i wzbiłem się podniebnym sokołem (czyt. Wizzair) w sine niebo nad Gdańskiem. CZYTAJ WIĘCEJ
  • Bruner, ty świnio!

    Rocznica ślubu moich rodziców. Czterdziesta piąta. Niezła abstrakcja. Nie mam pojęcia, jak oni ze sobą wytrzymują. Zenek z Ireną… i w sumie Irena z Zenkiem. Zrobię im niespodziankę - pomyślałem. CZYTAJ WIĘCEJ
  • Wiara czyni czuba

    Padłem ofiarą. Dzień w dzień wielu rozpoznawalnych Polaków staje się ofiarami. Składa się ich na ołtarzu plotek i pomówień. CZYTAJ WIĘCEJ
  • Słów kilka o sztuce gubienia owieczek...

    Życie pokazuje nam, że z każdej zagubionej owieczki – o ile zna się odpowiedni rytuał – można zrobić barana. Ja – jako rzecznik przekory - staram się rzucać takie zaklęcia, które i z barana zrobią człowieka. CZYTAJ WIĘCEJ
  • Jak pies do jeża, tak libertyn do ryby

    Rozczarowała was walka Kliczki z Chisorem? Mnie tak. Zdając sobie sprawę z ogromnej przewagi (także intelektualnej) tego pierwszego nad czarnoskórym pięściarzem, czekałem na nokaut. Niestety nie doczekałem się. Tak samo nie mogę się doczekać naprawdę mocnego ciosu ze stronu Marcina Prokopa. Walczy z Szymonem Hołownią na stronach książki “Bóg, kasa, rock’n’roll”. CZYTAJ WIĘCEJ
  • Witajcie!

    Jestem w Bolonii…dokładnie w środku trasy koncertowej Behemoth. Chciałoby się powiedzieć w oku cyklonu! Jestem dumny, że mogę być częścią www.NaTemat.pl I od tej pory będę dzielił się z wami refleksjami wszelakiej treści… CZYTAJ WIĘCEJ